|
TO BYŁY SZANTY...
Wieczór szantów, czyli pieśni szuwarowo bagiennych, charakteryzował się niezwykłą (zresztą zapowiadaną) brawurą wykonawców, którzy udowodnili, że ten gatunek muzyki ma
nieograniczoną pojemność.


Próbując zlokalizować wzrokiem Panią Grażynę, zawsze patrzyłem w miejsce, w którym była... przed chwilą. Pozostawiony wizerunek przypominał uśmiech kota z “Alicji w krainie czarów”. Uśmiech pozostał, a kot dawno oddalił się do innych niecierpiących zwłoki obowiązków...
mam łzę w oku... dzięki

Daliśmy radę !
Atmosfera Zęzy, tej ze Sztynortu przeniosła się magicznie do warszawskiej piwnicy klubu Ona.
I nie jest to nasze ostatnie słowo, obiecujemy.
Do zobaczenia na akwenach i kolejnych imprezach w Tawernie Ona w Warszawie
..."skradzione" słowa...

|